Służba „zdrowia”

Dzisiejszy wpis dedykuję tak zwanej „służbie zdrowia”. Tak zwanej, gdyż cały ten monstrualny twór bazuje na kompletnie chorych zasadach. Skąd nagle ich tematyka? No cóż, gdyby nie kolejka zajmująca również przejście dla pieszych i nie pozwalająca mi przejechać – skierowana w stronę placówki NFZ… i nie wisząca szmata z podpisem „Pogotowie strajkowe – żądamy podwyżki wynagrodzeń„… to pewnie bym tematu nie podjął.

Tematyka „zdrowia” w tym kraju niezaprzeczalnie powiązana jest z ZUS, któremu jednak zadedykuję któryś z kolejnych wpisów.

Powróćmy jednak do „zdrowia”. Uważam, że wszelkiego rodzaju strajki i siłowe wywieranie wpływu na instancjach wyższych jest po prostu bezczelnością. Dlaczego – podpunkty poniżej:
 
* jeżeli ktokolwiek próbował się dostać do lekarza, w szczególności specjalisty – wie z jakim piekłem musi się zmierzyć. Terminy – nieakceptowalne. Załatwienie skierowania – graniczy z cudem. Jakość „obsługi” – skandaliczna. Obsługi, bo wszelkie państwowe jednostki medyczne w tym kraju świadcząusługi – nie jest to jakieś kapłańskie powołanie – nie można w ten sposób mydlić oczu! Wniosek: w tym kraju nie opłaca się chorować.

* na dziś dzień stałą praktyką jest – „idę do lekarza – płacę”. Państwowa służba zdrowia jest mitem i nic tego nie zmieni. Również obserwując zachowania firm i korporacji wobec pracowników można zauważyć, iżstandardem są pakiety zdrowotne w prywatnych centrach medycznych. Bo każdy wie z czym to się wiąże.

* promowanie jakiejkolwiek grupy społecznej jest naocznym dowodem niesprawiedliwości. A promowanych grup, które straszą i wywierająwpływ (i co ciekawe – nikt im skrzydeł nie ucina!) jest kilka: lekarze, pielęgniarki, górnicy, PKP, stoczniowcy, nauczyciele, urzędnicy. Bezczelność bez granic. Ciekawe, że pozostała część pracującego społeczeństwa (czyli co najmniej 80% pracującej całości) nie ma co liczyć na jakiekolwiek przywileje. I nikt się o nich nie martwi. No ale tak – nie blokują Sejmu, nie palą kukieł, nie blokują ruchu. Dlatego nie trzeba być specjalnie uzdolnionym aby zauważyć, że dziwnym trafem sterujący państwem promują i ulegają klasom, które w najbardziej zwierzęcy, siłowy i agresywny sposób wymuszają na nich specjalne traktowanie.

* kompletnie nielogicznym, niezrozumiałym i abstrakcyjnym faktem jest opłacanie składek „zdrowotnych”. Jak się pracuje w więcej niż 1 firmie – opłaca się dodatkowe składki „zdrowotne”. To jest ciekawe, czyż nie? Czy to, że pracuję w 2 miejscach na raz oznacza, że jestem potencjalnie 2 razy bardziej chory? A może 2 razy więcej leków zużywam? A może uprawnia mnie to do zapisania się i zajęcia kolejek do 2 lekarzy na raz?

Ciekawym jest natomiast fakt, iż od kilkunastu lat obserwuję przeróżne ekipy polityczne – deklarujące w programach wyborczych zmianęsystemu „zdrowotnego” i od kilkunastu lat wszystkie z ekip KŁAMIĄ! Bo na chęciach i obietnicach się kończy.

Ze swojej strony proponuję rozwiązanie może brutalne, ale nie bardziej chore niż obecna „służba zdrowia”. Kompletna prywatyzacja „służby zdrowia”. Wszyscy niezmiernie wolno kumający czaczę od razu wyskoczyliby, że nie byłoby darmowej opieki zdrowotnej. G$$$$$ prawda, że tak od razu odstrzelę. Zamiast NFZ i składek „zdrowotnych” powstałaby instytucja ubezpieczeń zdrowotnych – taka jak PZU. Uiszczanoby składki od kwoty, na którą klient by się ubezpieczał. Istniałby tzw. pakiet standard, który obejmowałby leni, mało-ochoczo pracujących i emeryckie próchno (definicja nie obejmuje wszystkich, ale te osoby, które w harmonogramie codziennym lub tygodniowym zajmują kolejki w celu kolekjonowania leków, pogadania czy też wrąbania się na łóżko szpitalne, bo nie ma z kim spędzić wigilii – a syn straszliwie pije w więzieniu). Nie oszukujmy się – wszyscy płacą, ale nie wszyscy w jednym czasie korzystają. A to prowadzi – tak jak to w firmach ubezpieczeniowych bywa – do kumulowania pieniędzy, a przy tej zasadzie pojedyncze przypadki korzystające z usługi – mogłyby jak do tej pory liczyć na zabiegi bardzo kosztowne.

Straty w porównaniu do obecnego systemu – żadnych. Nadal istnieje pojęcie bezpłatnej opieki zdrowotnej.

Korzyści – niezmierne oszczędności, a w przypadku niezadowolenia pracowników – skierowanie problemu do lokalnego managementu, dzięki czemu nie jest wymagane zdzierstwo podatkowe, aby grupie zrobić dobrze. A przy okazji management lokalny miałby szansę na uskutecznienie akcji znanej we wszystkich dziedzinach NIE-PROMOWANYCH (o których pisałem wyżej) pod tytułem: „jak się nie podoba, to wy%^&$%lać!”.

Howgh!

avatar

Informacje o Michał Agata

Michał Agata :: specjalista IT; Obszar zainteresowań: inżynieria oprogramowania | architektura baz danych | architektura business intelligence | integracja danych/systemów | data mining | administracja systemów/sieci
Ten wpis został opublikowany w kategorii OFF-TOPIC i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz